Nazywam się Vivienne De la Cruz, mam dwadzieścia trzy lata i jestem Brazylijką. Obecnie mieszkam w Barcelonie ze względu na pracę. Około trzy miesiące temu wyprowadziłam się z Brazylii, by pomagać ludziom w Katalonii. Wszystko za sprawą profesora Ambreu, który już od pierwszego roku studiów bardzo mi pomagał. Dzięki niemu pięcioletnie studia skończyłam w trzy lata, a teraz znalazł mi pracę w klinice w Hiszpanii. Jestem mu ogromnie wdzięczna za to co dla mnie robi. Nigdy nie spodziewałabym się, że ktoś może być dla mnie tak miły. Aby dalej się kształcić musiałam wyjechać do jednej z najlepszych klinik w Hiszpanii, zgodziłam się prawie natychmiast. W Brazylii nie trzymało mnie prawie nic, może pomijając moją rodzinę. Mama, gdy tylko się o tym dowiedziała wpadła w histerię, lecz obiecałam jej, że będziemy utrzymywać kontakt i zgodziła się. Tata, moja młodsza siostra Ana oraz brat Mateo od początku mnie wspierali. Cieszyłam się z tego, ponieważ mogłam liczyć tylko na nich. Nigdy nie byłam zbyt popularną, czy lubianą osobą, trzymałam się z dala od rozgłosu. Również nie miałam obecnie żadnego partnera, więc tak jak wcześniej wspominałam nic mnie tam nie zatrzymywało.
Od kiedy pamiętam, pasjonowała mnie anatomia człowieka. "Dr. House'a" znam na pamięć. Już w wieku dwunastu lat wiedziałam, że będę powiązana z medycyną. Uwielbiam swoją pracę. Fakt, może nie mam życia towarzyskiego, ale za to mam pracę, w której się spełniam oraz która sprawia mi radość. Moi współpracownicy są bardzo przyjacielscy i co najważniejsze nie istnieje tu coś takiego jak dobrze nam znany wyścig szczurów. Każdy szanuje każdego i wszelkie konflikty są likwidowane w zarodku. Kierownicy dbają o zdrowie stosunki międzyludzkie.
Barcelona jest pięknym miastem, które aż kipi od pięknych, zabytkowych budynków. Są one moją inspiracją. Lubię od czasu do czasu wyjść na spacer z książką, usiąść na ławce w parku i po prostu czytać w towarzystwie ciepłego powietrza jak i otaczającej mnie ciszy.
Tydzień temu zjawił się u nas prezes lokalnego klubu. Okazało się, że ktoś z nas będzie z nimi współpracował. Dyrektor wybrał mnie, mimo iż byłam tu prawie najkrócej. Trochę obawiam się tego zadania, bo wszyscy wiemy, jak bardzo rozkapryszone potrafią być sławne osoby. Poza tym to duża odpowiedzialność odpowiadać za zdrowie znanych i cenionych osób. Mam nadzieję, że sobie poradzę. Bo kto inny, jak nie Vivienne?
