Wyglądała niczym porcelanowa laleczka odłożona w kąt, czekająca na zabranie jej z tego ciemnego i brudnego miejsca.
W piątek otrzymałam obiecane bilety. Nie podobała mi się myśl, że mam zjawić się na trybunach i oglądać znienawidzonego piłkarza, ale obiecałam to Loli, więc byłam zmuszona się tam pojawić. Bardzo cieszyła się na ten mecz. Żeby nie wyglądać jak świeżak pośród tych wszystkich cules, trochę poczytałam na temat klubu mojego sąsiada. On również wiele mi o nim opowiedział. Nawet nauczył mnie stadionowych przyśpiewek.
Na trybunach pojawiłyśmy się dziesięć minut przed czasem. O mały włos, a zgubiłybyśmy się tam. Dobrze, że czuwa nade mną duch w postaci Loli. Jako, że była już na kilku spotkaniach, wiedziała jak poruszać się po stadionie. Ledwo zdążyłyśmy zająć miejsca, a już musiałyśmy wstawać, aby odśpiewać hymn. W jednym momencie po stadionie rozniósł się śpiew kibiców. Nie potrafię nawet opisać uczuć, jakie mnie ogarnęły. Ogromne wrażenie, aż zabrakło mi tchu. Teraz rozumiem, dlaczego ludzie tak bardzo kochają ten klub.
Już kilka minut później rozpoczęto rozgrywkę. Nasi zawodnicy biegali z piłką wymieniając podania. Byłam zaczarowana i siedziałam jak na szpilkach. Przy każdym uderzeniu na bramkę gości podnosiłam się z krzesełka wraz z Lolą i tłumem kibiców. Nie spodziewałam się, że tak bardzo wciągnę się w przebieg meczu. Wodziłam wzrokiem za piłkarzami, którzy w skupieniu rozgrywali akcję, za akcją. Co jakiś czas, gdy jeden z nich przebiegał obok trybuny czułam na sobie jego palące spojrzenie. Podnosiłam wtedy dumnie głowę, nie przerywając oglądania.
Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem. Obie byłyśmy lekko zawiedzione, ale wierzyłyśmy, że chłopcy będą mieli jeszcze nie jedną okazję. Takowa przydarzyła się w osiemdziesiątej czwartej minucie. Iniesta rozpędzał się z piłką od Mascherano. W połowie boiska lekko rozejrzał się w poszukiwaniu kolegów. Dostrzegł nadbiegającego Messiego, który moment później znajdował się w polu karnym z jednym obrońcą. Hiszpan podał mu futbolówkę, a Argentyńczyk spokojnie przełożył ją na lewą nogę i skierował w światło bramki. Cały stadion w jednym momencie podniósł się z miejsc i zaczął wykrzykiwać jego imię. My również się przyłączyłyśmy. Byłyśmy przeszczęśliwe.
Dalej już nic ciekawego się nie stało. Pique i spółka w postaci Alby, Bartry i Roberto tylko przez chwilę mogli bać się o wynik. Resztę robili pomocnicy na środku boiska.
Zrozumiałam magię tego miejsca, która dotąd była mi zupełnie obca. Ich po prostu nie da się nie kochać. Tu wszystko jest niesamowite. Poczynając od rozmiarów stadionu, aż po każde podanie piłkarzy. Mimo że sprawia mi to ogromne problemy, muszę przyznać, że Neymar wiele się nauczył od czasu naszego ostatniego spotkania. Zrobił bardzo duże postępy i muszę to bezsprzecznie przyznać.
Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie jego spojrzenia. Nie chciałam żeby to robił, nie chciałam żeby tak się na mnie patrzył. Miałam dość tej chorej sytuacji. Nie wytrzymywałam już tego. Niespodziewanie dostałam SMSa od Roberto z treścią, żebyśmy czekały przy szatni. Powiedziałam to Loli, po czym powędrowałyśmy we wskazane miejsce. Z szatni wychodzili kolejni piłkarze, którzy witali się z nami, a my gratulowałyśmy im meczu. Szczególne gratulacje dostał nie kto inny jak Andres i Leo. Chwilę po nich wyszedł Neymar z Danim. Przechodząc młodszy Brazylijczyk najpierw obejrzał moją przyjaciółkę od góry do dołu, potem mnie, a na koniec posłał nam cwaniacki uśmieszek. Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka, aby nie wybiec i nie rzucić się na niego z pięściami. Prowokował mnie i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Nienawidzę go! Spojrzałam na Lolę, której chyba spodobało się jego zachowanie. Wydawało się, że wystarczyłoby jedno pstryknięcie palcami przez piłkarza, a ona by za nim poleciała. Muszę z nią o tym porozmawiać. Nie mogę pozwolić żeby ją zranił.
Całe szczęście, że po chwili z szatni wyszedł Sergi w towarzystwie Marca. Obaj przywitali nas buziakami w policzek.
- Co powiecie na małą imprezę?- spytał blondyn. Lola od razu się zgodziła, jednak ze mną było trochę trudniej. Nigdy nie przepadałam za głośną muzyką i alkoholem.
- Wrócę do domu, a wy bawcie się dobrze.- posłałam im ciepły uśmiech. Nie chciałam psuć im zabawy.
- Ale bez ciebie to nie będzie to samo.- jęknął zawiedziony. Marc natomiast posłał mi szeroki uśmiech numer cztery, przez który byłam bliższa zgodzeniu się. Nie przestawał na mnie patrzeć. Cholera no!
- Dobrze, niech wam będzie.- westchnęłam. Piłkarze się ucieszyli, a Lola zapiszczała.
Wyszliśmy ze stadionu, od razu kierując się do samochodu Roberto. Bartra zajął miejsce pasażera na przednim fotelu, a my usiadłyśmy z tyłu. Piłkarze zajęli się rozmową, zapewne na temat meczu, a ja obróciłam się w stronę rozmarzonej Hiszpanki.
- Lola...- szepnęłam, a ta spojrzała na mnie.
- Tak?- spytała wyrwana z zamyślenia.
- Musimy porozmawiać.- westchnęłam cicho. Naprawdę nie było to dla mnie łatwe. Przecież to ja znałam go lepiej i doskonale wiedziałam jak zakończy się ich znajomość. - Chodzi o Neymara.- powiedziałam szybko.
- Ale przecież go nie znam.- posłała mi pytające spojrzenie, wzruszając przy tym ramionami.
- Wiem, ale widziałam jak na niego patrzysz. Proszę cię uważaj na niego.- spojrzałam jej w oczy.
- On nie jest taki, na jakiego kreują go media. Nie wierz im.- zaczęła go bronić, co mnie trochę zraniło. Kogo ona chce oszukać. To ja znałam go lepiej. To ja wiedziałam jaki jest.
- Nie wiem, co jest prawdą, ale błagam cię uważaj.- jęknęłam, a naszą rozmowę przerwał Sergi oznajmiając, że jesteśmy na miejscu. Wysiadłam z samochodu z małą pomocą Marca. Podziękowałam mu szerokim uśmiechem.
- Do kogo nas porwaliście?- spytałam oglądając budynek. Dom był ogromny i z zewnątrz wyglądał nie najgorzej, wręcz przeciwnie, był bardzo ładny.
- Do Busiego. Dzisiaj jego kolej.- zaśmiał się mój blondynek. Pokiwałam głową, a Marc zadzwonił dzwonkiem. Chwilę później w progu stał gospodarz i witał nas ze swoim tradycyjnie szerokim uśmiechem. Weszliśmy do środka. Impreza na dobre się zaczęła, a część piłkarzy była już nietrzeźwa.
- Napijecie się czegoś?- spytał nas brunet.
- Ja na razie dziękuję.- posłałam mu uśmiech, rozglądając się po pomieszczeniu. Lola poprosiła o drinka. Marc zniknął, a Sergi poprowadził nas dalej. Na kanapie w salonie siedziało kilka dziewczyn. To musiały być słynne Wag's. Przywitał się z nimi.
- Dziewczyny poznajcie moją sąsiadkę i jej koleżankę. To Vivienne, a to Lola.- wskazał kolejno na mnie oraz na Hiszpankę. Zaczęły nam się przedstawiać. Z nich wszystkich znałam tylko Shakirę z wiadomych powodów. Lola natomiast znała je wszystkie. Pewnie dlatego że kibicowała ich partnerom. Zaprosiły nas na kanapę i pogrążyłyśmy się w interesującej rozmowie. Nie spodziewałam się, że będą tak miłe. Pozytywnie mnie zaskoczyły.
- Wybaczcie na moment, Elena, gdzie jest łazienka?- spytałam pięknej partnerki Busquetsa.
- Naprzeciwko kuchni lub na górze są dwie.
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się i wyszłam. Skierowałam się do tej na dole, ponieważ była najbliżej. Sprawdziłam stan makijażu, po czym opuściłam pomieszczenie. Przechodziłam obok jednego z pokoi, kiedy usłyszałam rozmowy. Przystanęłam, aby posłuchać. Wiem, że to nieładnie, ale mówili o moim sąsiedzie.
- Serio znasz laskę Roberto?- spytał jeden z mężczyzn.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.- cwaniacko się zaśmiał. - Poznaliśmy się jeszcze w Brazylii.
- Dobra była?- znów usłyszałam tego pierwszego.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo. Zwiedziliśmy wiele ciekawych miejsc.- znów rozniósł się jego okropny śmiech, a ten pierwszy zagwizdał. Doskonale znałam jeden z głosów. Czułam jak wściekłość coraz bardziej we mnie narasta. - Jeszcze będzie moja.- zakończył pewnym siebie tonem, a ja wściekła wtargnęłam do pokoju. Chwyciłam szklankę stojącą na małym stoliku i wylałam jej zawartość na koszulę młodszego Brazylijczyka.
- Dupek!- syknęłam wściekła. Ten kolejny raz cwaniacko się uśmiechnął. Miałam już tego dosyć.
- Ostra, lubię takie.- zaśmiał się głośno, a ja powtórzyłam czynność z drugą szklanką, a następnie bez słowa wyszłam. Wściekła udałam się na taras, aby odetchnąć świeżym powietrzem i się uspokoić. Ktoś stanął za mną. Wystraszona obróciłam się w tamtą stronę. Myślałam, że to znowu on, że będzie chciał mi coś zrobić, jednak okazało się, że był to Bartra. Uśmiechnąłem się lekko czując, jak kamień spada mi z serca.
- Stało się coś?- spytał widząc moje zmiesznie.
- Wszystko w porządku.- posłałam mu najmniej sztuczny uśmiech, jaki potrafiłam zrobić. Objął mnie, co sprawiło, że się zdziwiłam.
- Jesteś spięta- zaśmiał się lekko. - Chodź.- pociągnął mnie na leżak. Usiadł na nim okrakiem, a mnie usadził przed sobą w tej samej pozycji plecami w jego stronę. Powoli zaczął jeździć dłońmi po moich plecach. Poczułam jak się rozluźniam, a cała złość odchodzi. Było mi bardzo przyjemnie i wcale nie czułam się niezręcznie. Po dziesięciu minutach zakończył masaż, a ja oparłam się o jego miarowo unoszącą się klatkę piersiową.
- Jesteś cudotwórcą.- zaśmiałam się spoglądając na niego.
- Po prostu mam ręce, które leczą.- posłał mi szeroki uśmiech, pokazując swoje dłonie.
- Nie mogę zaprzeczyć.- odwdzięczyłam mu się słodkim uśmiechem. Marc nieznacznie przybliżył swoją twarz do mojej, gdyż i tak byliśmy już blisko siebie. Spojrzał mi w oczy, a następnie złączył nasze wargi. Na początku nie odwzajemniłam jego gestu. Byłam w szoku, ale już po chwili chęć przyjemności wygrała. Całował tak delikatnie, a zarazem czule.
- Marc my, ja, znaczy...- próbowałam przerwać, lecz utrudniał mi to zadanie kolejnymi pocałunkami.
- Cicho.- zaśmiał się i znów wpił w moje wargi. Wplotłam palce w jego ciemne włosy, przymykając jednocześnie oczy. Już dawno nie czułam się tak dobrze, a on dał mi chwilę zapomnienia.
- Marc!- ktoś go zawolał. Natychmiast przerwaliśmy, jednak zderzyliśmy się przy tym głowami. Rozmasowywałam obolałe miejsce, gdy przed nami pojawił się Sergi. - Pique cię woła.- oznajmił powoli, głosem pełnym zdziwienia. Marc wstał z leżaka, całując mnie w bolące miejsce i z szerokim uśmiechem zniknął we wnętrzu domu. - Co to było?- spytał.
- Ale co?- uniosłam ręce w geście niewinności.
- Czy wy się całowaliście? Już jesteście parą? Dlacze nic nie mówiłaś?- zasypał mnie lawiną pytań, na które znałam odpowiedzi.
- Ciii... Nie krzycz.- zamknęłam jego usta swoją dłonią. - Nie jesteśmy parą, po prostu jakoś tak wyszło.- wzruszyłam ramionami. - Czy ktoś oprócz ciebie to widział?
- Chyba tylko Neymar. Mijałem go wyjściu.- oznajmił, a mi samowolnie na usta wpełz cwaniacki uśmiech. - Czy wy coś kombinujecie?- uniósł jedną brew.
- Nie.- pokręciłam głową. - Po prostu... Po prostu to samo tak wyszło. Chodź do środka. Chyba muszę się napić.- zaśmiałam się chwytając jego dłoń i ciągnąc go w stronę drzwi.
W salonie spotkaliśmy Gerarda oraz Marca, którzy z zaangażowaniem o czymś dyskutowali. Brunet posłał mi szeroki uśmiech, co odwzajemniłam. Przeszliśmy do kuchni, gdzie Sergi zrobił nam jakieś drinki. Spróbowałam, okazał się bardzo dobry. Niestety ktoś go zawołał i niczym z rakiety wystrzelił do salonu.
- Zaczekaj tutaj, jak wrócę dokończymy rozmowę.- pogroził mi palcem, a ja kiwnęłam głową i lekko się uśmiechnęłam. Siedziałam na blacie machając nogami. Nie trwało to zbyt długo, gdyż po chwili w pomieszczeniu pojawił się młody Brazylijczyk. Odwróciłam wzrok za okno, udając iż jego obecność nie robi na mnie żadnego wrażenia. Lekko drgnęłam ze strachu, gdy poczułam, jak rozsuwa moje uda i zajmuje między nimi miejsce. Otworzyłam usta ze zdziwienia.
- Co ty wyrabiasz?- spytałam z wyrzutem.
- Odbieram co moje.- położył rękę na moim udzie. - Wiem, że tęskniłaś.- szepnął zbliżając do mnie swoją twarz.
- Nie, nie tęskniłam! Co ty sobie w ogóle wyobrażasz?!- krzyknęłam zdenerwowana. Odepchnęłam go, ale był silniejszy, więc nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. - Kim jesteś żeby mówić takie rzeczy?!
- Czyli co? Wolisz Bartrę?!- spytał podniesionym głosem.
- Żebyś wiedział.- zaplotłam ręce na piersi.
- Już znalazłaś pocieszenie?!
- Jest dużo lepszy niż ty!
- Ile go znasz, dwa tygodnie?! Zobaczysz, zrani cię!
- Bardziej niż ty?!- uniosłam brew śmiejąc mu się w twarz.
- Zmieniłaś się.- z powrotem uspokoił głos. Pokręcił z dezaprobatą głową. - Nie poznaję cię.
- A ty w ogóle się nie zmieniłeś. Daj mi spokój.- warknęłam.
- Dobrze, ale będziesz tego żałowała.
Byłam zakręcona, a mój mózg słabo łączył fakty. Stanął na palcach i złączył nasze wargi. Na początku odwzajemniłam jego pocałunek, ale już po chwili odepchnęłam od siebie o wiele silniejszego piłkarza. Uderzyłam go w twarz.
- Nienawidzę cię.- syknęłam, a w progu pojawił się Sergi. Neymar odszedł z cwaniackim uśmiechem, natomiast Hiszpan stał zdezorientowany wodząc po nas wzrokiem.
- Kiedyś Ci to wytłumaczę.- powiedziałam podchodząc do niego. Miałam wrażenie, że lada chwila się rozpłaczę. - Jestem beznadziejna.- jęknęłam powstrzymując łzy. Nie tak to miało wyglądać. Miałam go już nigdy nie spotykać, a on mnie pocałował. Nie wiem co wtedy czułam. Czy ten pocałunek niósł ze sobą jakieś uczucia? Może chwilowy sentyment. Pojawił się równie szybko jak zniknął.
- Nie jesteś.- objął mnie mocno. - Jeśli będziesz chciała mi powiedzieć, zawsze cię wysłucham, nawet w nocy.- pogłaskał mnie po plecach. Ta chwila była dość długa i została przerwana przez Marca.
- Szukam was już od pięciu minut.- zaśmiał się, lecz musiał zauważyć moją minę, gdyż uśmiech zniknął z jego twarzy. Podbiegł do nas i przejął mnie w swoje ramiona. Przeczesał moje włosy. - Hej, co się dzieje?- spytał z troską.
- Nic, wszystko w porządku.- posłałam mu ciepły uśmiech patrząc w jego zielone oczy. - Nie przejmuj się mną. Wiesz, że kobiety są zmienne.- dźgnęłam go palcem w umięśniony tors.
- Faktycznie.- zaśmiał się głośno. - Chodź, idziemy zatańczyć.- splótł nasze palce i poprowadził na parkiet.
Przetańczyliśmy kilka szybkich piosenek, a kiedy miałam odejść z głośników popłynął wolny utwór. Marc przyciągnął mnie bliżej siebie i ułożył dłonie na talii, ja natomiast zarzuciłam swoje na jego szyję. Kołysaliśmy się w rytm nastrojowej muzyki zapatrzeni w swoje oczy. Jego spojrzenie hipnotyzowało. Te zielone oczy, za którymi mogłabym pójść nawet na koniec świata. Nie musiał robić nic, aby uwodzić kobiety. Wystarczy słodki uśmiech i jedno spojrzenie. Na chwilę oddaliłam głowę. Zobaczyłam Neymara tańczącego z Lolą. Cwaniacko się uśmiechał. To nie wróży nic dobrego. Mam tylko nadzieję, że mnie posłucha. Niespodziewanie poczułam jak Bartra mnie obraca i znowu wpadam w jego silne ramiona. Wtuliłam się w niego z postanowieniem, że nie będę się przyjmowała tamtą dwójką. Ją ostrzegałam, a on jest po prostu dupkiem. Marc przechylił nas tak, że poczułam jego ciepły oddech na swojej szyi. W brzuchu latało mi stado dzikich motyli, które już się tam zadomowiły. Przejechał dłonią wzdłuż mojego ciała, co spowodowało, że jeszcze bardziej go pragnęłam. Cholera Vivienne! Znasz go dopiero kilka tygodni. Nie bądź łatwa. Znów powróciłam do pozycji stojącej. Piosenka dobiegła właśnie końca, więc pociągnęłam Marca na sofę. Pierwszy zajął na niej miejsce, a gdy siadałam chwycił mnie za biodra, sprawiając, że wylądowałam na jego kolanach. Lekki rumieniec na chwilę przyozdobił moje policzki. Schowałam twarz we włosy. Po chwili podniósł mój podbródek sprawiając, że patrzyłam w jego zielone oczy. Nachylił się nade mną, aby na moment złączyć nasze usta w słodkim pocałunku. Nie trwało to jednak długo, gdyż wokół nas zebrało się kilku piłkarzy, którzy również zajęli miejsca na sofie. Ich zebranie sprawiło, że zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Nigdzie nie widziałam Loli i... Neymara. Oboje zginęli w jednym momencie. Proszę Lola nie rób tego. Modliłam się w duchu, by przemówił rozsądek dziewczyny, a nie pożądanie. Chciałam jej szukać, ale co bym jej wtedy powiedziała? Nie rób tego, bo co?
- No stary kiedy ślub?- trącił go łokciem Pique, jednocześnie wytrącając mnie z zamyślenia.
- Dopiero jak zatańczę na twoim weselu.- odgryzł mu się młodszy z obrońców.
- Uważaj na niego to dobry podrywacz.- Messi poruszył zabawnie brwiami, w tym samym momencie wbijając mi palec w żebra.
- Dobrze, a jak coś mi zrobi to przyjdę do was żeby dostał porządną nauczkę.- zachichotałam na co Bartra zareagował udawanym oburzeniem.
Było kilka minut przed piątą nad ranem, gdy w towarzystwie Marca oraz Roberto opuszczaliśmy dom Busquetsa. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi, którzy cokolwiek rozumieli. W bramie minęliśmy się z Neymarem i Lolą. On patrzył na mnie, ja mroziłam go wzrokiem, a Hiszpanka niczym zaczarowana wlepiała w niego wzrok. Nie wiem co jej powiedział, ale podziałało. Nie miałam już żadnych złudzeń. Była gotowa zrobić dla niego wszystko, a ten perfidny oszust ją okłamał. Wtuliłam się w Bartrę żeby zapomnieć o Brazylijczyku i dalej wracaliśmy do domów
~~~
Nie wiem czy mam tu jakiś czytelników, czy nie, ale chciałabym złożyć wam życzenia jeszcze w 2015 roku. Mam nadzieję, że był on dla was równie udany co dla mnie. :)
Życzę wam wszystkiego co najlepsze, a przede wszystkim, spełnienia marzeń, bo wtedy jesteśmy naprawdę szczęśliwi. Wytrzymajcie w swoich postanowieniach. Wiem, że warto. No i żeby ten nadchodzący rok był jeszcze lepszy. :D



