I trzeba być wielkim przyjacielem i mocnym przyjacielem, żeby przyjść i przesiedzieć z kimś całe popołudnie tylko po to, żeby nie czuł się samotny. Odłożyć swoje ważne sprawy i całe popołudnie poświęcić na trzymanie kogoś za rękę.
Zerwałam się z łóżka niczym oszalała zaraz po tym, gdy usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Przetarłam zaspane oczy i spojrzałam na ekran, który raził swoją jasnością. Dzwonił Sergi. Super...
- Halo.- ziewnęłam nie mogąc się powstrzymać.
- Spałaś?- spytał, a w jego głosie usłyszałam pijacki ton.
- Nie Sergi, byłam na treningu aquaaerobiku.- odpowiedziałam lekko zirytowana jego telefonem. Na chwilę oddaliłam komórkę od ucha, aby sprawdzić godzinę. Druga trzydzieści siedem. Gratuluję inteligencji panie sąsiedzie.
- Vivi, dzwonię do ciebie, bo mam problem.- westchnął. Widziałam, że muszę mu pomóc. Skoro już mnie obudził to przecież mu nie odmówię.
- Słucham cię Sergi.- ziewnęłam po raz kolejny.
- Odbierzesz nas z klubu przy Camp Nou?
- Oczywiście.- odpowiedziałam natychmiast. - Zaraz Roberto, jak to nas?- zapytałam po chwili zastanowienia, lecz w słuchawce usłyszałam jedynie dźwięk zrywanego połączenia. Jęknęłam głośno z bezsilności, po czym wstałam z łóżka. Założyłam pierwszą bluzę jaką miałam pod ręką, zmieniłam luźne spodnie od piżamy na jeansy, zabrałam kluczyki i wybiegłam z domu wprost do samochodu. Jak najszybciej ruszyłam we wskazane przez Hiszpana miejsce, a dzięki temu, że mieszkam prawie w samym centrum miasta, dotarłam tam już po dwudziestu minutach. Mimo iż był środek nocy, wciąż po ulicach kręciło się mnóstwo ludzi. Barcelona należy do miast, które nie zasypiają nawet na godzinę. Jest imprezowym rajem, jak Ibiza czy Lloret de Mar. Odnalazłam piłkarzy w tłumie imprezowiczów palących papierosy lub po prostu rozmawiających przed klubem. Nikt ich nie rozpoznał zapewne tylko dlatego, że wszyscy byli równie pijani co oni. Zatrzymałam się w miejscu postoju dla taksówek, po czym do nich wyszłam. Odszukałam Roberto i od razu skierowałam się w do niego. Pociągnęłam go za koszulę, aby zwrócił na mnie uwagę. Podziałało.
- Vivienne skarbie.- przywitał mnie jego pijacki ton.
- Nie skarbuj mi tutaj. Sergi jest środek nocy, co ty sobie w ogóle wyobrażasz?!- krzyczałam wymachując rękoma na wszystkie strony. Dopiero teraz poczułam potęgującą we mnie złość. - Dzwonisz do mnie w środku nocy i oczekujesz, że odbiorę cię z imprezy!- wyrzucałam swoje żale, choć wiedziałam, że jutro nie będzie już niczego pamiętał.
- Przepraszam, ale jesteśmy zbyt pijani żeby iść pieszo, czy złapać taksówkę.- uśmiechnął się niewinnie... Tak jasne, on tylko takiego zgrywa. Za dnia słodki piłkarz uwielbiany przez tłumy nastolatek z całego świata, a w nocy imprezowicz i łamacz kobiecych serc.
- To ma być ostatni raz, kiedy zabieram cię do domu.- wskazałam na niego kluczykiem od auta, który właśnie znajdował się w mojej dłoni. Wzięłam Hiszpana pod rękę kierując się w stronę samochodu.
- Czekaj, czekaj, a co z nimi?- spytał pokazując mi jeszcze dwójkę przyjaciół. Obróciłam się w ich stronę cicho wzdychając z niemocy do barcelońskiej "dwudziestki".
- Dobrze, ich też zabiorę.- pokręciłam z dezaprobatą głową. Mam zdecydowanie za miękkie serce. Bałam się, że mogą zrobić sobie krzywdę. W sumie to bałam się tylko o jednego, drugiemu właśnie tego życzyłam. Poza tym jako klubowy rehabilitant to ja musiałabym się nimi opiekować. Wpakowałam ich wszystkich do mojego auta, po czym ruszyłam pod podane mi adresy. Pierwszego wysadziłam Marca Bartrę, który trzymał się z tej trójki najlepiej. Podziękował mi, a następnie poszedł w stronę domu, ja ruszyłam dalej. Obejrzałam się w lusterku wstecznym, by sprawdzić jak czuje się mój sąsiad. Leżał na siedzeniach i chyba drzemał. Musiał być bardzo zmęczony lub tak pijany. Zatrzymałam się pod kolejną willą. Była ogromna. Spojrzałam na jej właściciela, który siedział obok mnie i nie zamierzał opuszczać samochodu.
- Rusz się, nie mam całej nocy na jeżdżenie po Barcelonie.- warknęłam w jego stronę.
- Lubię kiedy jesteś taka ostra.- posłał mi cwaniacki uśmiech, kładąc dłoń na moim kolanie. Szybko ją stamtąd strąciłam, czując, że coraz bardziej się denerwuję.
- Nie dotykaj mnie.- powiedziałam wściekła uderzając go w twarz. Zaśmiał się z faktu, iż jeszcze bardziej mnie sprowokował. Zamachnęłam się kolejny raz, lecz chwycił moją rękę jeszcze w locie.
- Do zobaczenia Vivi.- pocałował moją dłoń i wyszedł z samochodu nie zmieniając wyrazu twarzy. Miałam ochotę wybiec za nim i zmazać mu ten uśmieszek, ale wiedziałam, że jest pijany, a żadne moje działanie w tej chwili nie pomoże. Uderzyłam ręką w kierownicę, następnie z bezsilności opierając o nią głowę. Wzięłam kilka głębokich oddechów, po czym odjechałam spod jego domu. Zatrzymałam się dopiero na podziemnym parkingu naszego apartamentowca. Obudziłam Roberto i pomogłam mu wejść do jego mieszkania. Otworzyłam drzwi za pomocą kluczy znalezionych w jego spodniach. Popchnęłam je, a za moment byliśmy w środku. Zaprowadziłam go do sypialni. Zdjęłam mu buty i przykryłam go kołdrą.
Wróciłam do domu, a emocje już prawie ze mnie opadły. Wciąż byłam zła, ale zmęczenie wzięło nade mną górę i jedyne czego pragnęłam to znalezienie się w moim cieplutkim, dużym łóżku.
Obudziłam się kilka minut po dziewiątej. Była niedziela, więc nie musiałam się nigdzie spieszyć. Powoli wygramoliłam się z łóżka, po czym poszłam do kuchni, aby zrobić sobie kawę i zjeść jakieś śniadanie. Dzisiaj zadowoliłam się espresso oraz serkiem waniliowym. Pamiętam go jeszcze z czasów dzieciństwa, a gdy ujrzałam go w sklepie wiedziałam, że muszę go kupić. Wciąż był równie pyszny. Następnie przebrałam się i zrobiłam luźnego koka. Postanowiłam iść do sąsiada z góry. Dobroduszna Vivienne oczywiście musiała sprawdzić co się z nim dzieje. Przyznam, że trochę się o niego martwiłam. Choć z drugiej strony wiedziałam, że będzie umierał. Należało mu się, skoro nie potrafił przestać pić, gdy była na to pora.
Otworzyłam drzwi jego mieszkania. Panowała cisza, co musiało oznaczać, że jeszcze śpi. Weszłam do kuchni i z jednej z szafek wyjęłam tabletki przeciwbólowe, później nalałam mu wody do szklanki, a następnie w takiej eskorcie udałem się do sypialni, gdzie go wczoraj zostawiłam. Musiał być wykończony, bo nawet nie zmienił swojej pozycji. Odstawiłam zestaw "pomocy poimprezowej" na szafkę przy łóżku, po czym z wielką przyjemnością zdzieliłam go po głowie. Z jego ust wydobył się głośny, ale przytłumiony jęk, w odpowiedzi na co, wybuchłam niepochamowanym śmiechem.
- Oszalałaś?!- skrzywił się, spoglądając na mnie spod byka.
- Ja?- spytałam wciąż nie mogąc się powstrzymać. - Kto dzwonił do mnie w środku nocy, żeby odebrać go spod klubu, bo był zbyt pijany, aby samemu wrócić do domu?
- To była wyjątkowa sytuacja.- jęknął kolejny raz, z trudem podnosząc się do pozycji siedzącej. Złapał się za głowę, a na jego twarzy pojawił się grymas bólu.
- Masz, weź to. Powinno pomóc.- podałam mu szklankę oraz tabletki. Bez sprzeciwu wykonał moje polecenie wracając do pozycji leżącej. Pociągnął mnie do siebie tak, że przewróciłam się na łóżko, a on położył głowę na moim brzuchu wygodnie się przy tym układając.
- Strzeliłem wczoraj bramkę.- uśmiechnął się, choć przyszło mu to z wielkim trudem. - Chyba musiałem to uczcić, prawda? Taka sytuacja nie zdarza się zbyt często.
- Gratuluję Sergi, ale to nie zmienia faktu, że masz się upijać do nieprzytomności.
- Ale kiedy ja tak bardzo się cieszyłem.- przeczesałam jego kręcone włosy.
- Doprowadziłeś się do takiego stanu, że ledwo kontaktowałeś.- uniósł głowę i na mnie popatrzył, po czym znów ułożył się na moim brzuchu.
- Ona była dla ciebie, bo jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie.- westchnął mocno mnie przytulając. Otworzyłam usta ze zdziwienia, a następnie nerwowo się zaśmiałam.
- To bardzo miłe, dziękuję.- odpowiedziałam. Zupełnie mnie tym zaskoczył. Nigdy bym się nie spodziewała, że ktoś kiedykolwiek zadedykuje mi gola. Sergi był naprawdę fajnym facetem i nie rozumiem, dlaczego nie znalazł jeszcze wybranki swojego życia.
Resztę dnia spędziłam w domu piłkarza. Przez dobre kilka godzin leżał na mnie i opowiadał o wszystkim. Lubiłam go słuchać. Nasze rozmowy często kończyły się nad ranem. Przez ten miesiąc stał się dla mnie na prawdę bliski. Poza tym cieszyłam się kiedy opowiadał mi o meczach, bo już niedługo będę siedziała na ławce wśród członków sztabu lekarskiego.
~~~
Jeśli ktokolwiek tu jest niech da o sobie znać, bo nie wiem, czy warto udostępniać moje bazgroły, skoro nikt tego nie czyta :/
Poza tym zapraszam na wattpad, gdzie publikuję dwie historie http://w.tt/1ovQVzy






